Czy wiecie, że rzadko naprawdę wiecie, co zawiera Wasza polisa?

Jak Wam się płaci za „coś tam mam”? Czy czujecie się z tym dobrze, że wydajecie pieniądze na coś, z czego praktycznie nie korzystacie? Dlaczego Wasze polisy „nie chodzą”? Czy zastanawialiście się kiedyś, jak dobrze byłoby móc zadzwonić – w każdej trudnej, stresującej, losowej sytuacji – do kogoś, kto się na tym zna i po prostu powie, co robić dalej? Na pewno każdy z Was miał taką chwilę w życiu, gdy zrelaksowany, odprężony i zadowolony z „fajnej niedzieli”, doświadczył nagłego zwrotu akcji i znalazł się „po ciemnej stronie mocy”.

Niedziela, Kuba i… rower, który nie był jego.

Tak też było z Kubą. Pewnej słonecznej niedzieli, wychodząc wraz ze swoją ukochaną z meczu i zaaferowany sportowym wydarzeniem, wpakował się na ścieżkę rowerową. A akurat wtedy mknęła nią szczęśliwa posiadaczka drogiego i niemal nowego roweru elektrycznego. Pani miała refleks – ostro wyhamowała i uniknęła potrącenia Kuby.

Ona i rower nie mieli jednak tyle szczęścia. Hamowanie zakończyło się spektakularnym fikołem przez kierownicę, obdarciem ze skóry najbardziej wystających części rowerzystki i poważnym uszkodzeniem roweru.

Kiedy już wszyscy „uczestnicy wydarzenia” pokrzyczeli, pogrozili i powyżywali się na sobie emocjonalnie, przyszedł czas na rozwiązanie problemu. Bo przecież: Ona – poobijana, rower – pokrzywiony, a przecież „to będzie bardzo pana bolało, bo to bardzo drogi rower był”.

Co zazwyczaj dzieje się w takiej sytuacji?

Klasyka: po spisaniu oświadczenia ludzie rozchodzą się do domów. Potem okazuje się, że szkody – „na mieniu i osobie” – są jednak dwu-, trzy-, a nawet wielokrotnie większe. Wraz z tym rosną oczekiwania co do „zadośćuczynienia”, czasem zaskakująco i bardzo nieoczekiwanie.

A co, jeśli nie masz OC w życiu prywatnym?

Zostaje Ci żmudne negocjowanie ostatecznej kwoty albo – jeśli się nie dogadacie – droga sądowa.

Dlatego OC w życiu prywatnym, „przyklejone” do polisy mieszkaniowej, w życiu każdego rozsądnego i odpowiedzialnego człowieka BYĆ MUSI!

Nie oszczędzajcie na tym, Kochani.

Pamiętajcie, że takie OC nie musi być ograniczone tylko do miejsca ubezpieczenia – czyli do sytuacji, w której zalejecie sąsiada pod spodem albo spalicie mieszkanie komuś nad sobą. Idealnie, jeśli odpowiedzialność cywilna działa również poza miejscem ubezpieczenia, na przykład w całej Polsce.

Nie trzeba od razu wybierać opcji „cały świat” – przecież jadąc na wycieczkę zagraniczną, wykupujecie polisę podróżną, a tam już OC powinno być zaproponowane przez Waszego agenta.

Kiedy polisa może Ci naprawdę pomóc?

Taka ochrona zadziała, gdy np.:

  • wejdziecie komuś pod koła,
  • Wasze dziecko wjedzie hulajnogą w pieszego i zrobi mu krzywdę albo zniszczy samochód,
  • w hotelu zbijecie wazon,
  • maluch wybije piłką szybę w cudzym domu (lub zęba koledze),
  • Wasz pies pogryzie cudzego psa.

Zadziała nawet wtedy, gdy… klamerka do prania spadnie z balkonu do wózka z dzieckiem i je okaleczy. Mało prawdopodobne? A jednak możliwe.

Mi na przykład spadł z balkonu trzykilogramowy ciężarek. Na szczęście nikt akurat tamtędy nie przechodził…

Na co uważać przy wyborze OC?

Dlatego druga i ostatnia kwestia:
Nie kupujcie OC na 20 czy 50 tysięcy złotych. Taka suma wystarczy co najwyżej na naprawę przysłowiowego roweru i rehabilitację „rowerzystki kaskaderki”.

Kupujcie OC „na ile wlezie” – 500 tysięcy, milion złotych. To kosztuje naprawdę niewiele, o ile fachowiec od ubezpieczeń wie, jak „poskładać” polisę, żeby się Wam opłacało.

A opłaca się zawsze, gdy coś idzie nie po naszej myśli – i trzeba za to zapłacić.


0 Comments

Leave a Reply

Avatar placeholder

Your email address will not be published. Required fields are marked *